Home
entries friends calendar user info Previous Previous
Ściana Płaczu
Add to Memories
Share this!
idę na bloxa. Choćby po to, żeby móc podlinkować to, co trzeba :)

Żal mi będzie jedynie mojego małego Gućkowego avatarka, ech. Pewnie coś się da zrobić, zobaczymy :)

Jakaś świnia ma już bloga z "szyszka" w adresie. W dodatku kiepskiego bloga, wrrr :P trzeba coś pokombinować :).

zapraszam:

www.praszyszka.blox.pl
Add to Memories
Share this!
... i coś nie widzę tego grilla dzisiaj. Ogólnie jakoś tej imprezy nie widzę, ech.

Jutro ostatni raz na basen, mam nadzieję, że naprawili wodę (strasznie mi się podoba określenie "woda się zepsuła"). Muszę napisać jeszcze cztery teksty do końca miesiaca, nie chce mi się :P ale nic, jeden dzis umachałam, reenzję Balsamisty walnę na kolanie przy okazji, bo to nie jest rzecz, która jakość szczególnie na uwagę zasługuje, najgorzej będzie z artykułem o jakości językowej wydań mang w Polsce. Mam połowę i nic dalej nie chce ruszyc...

ech, idę walczyć.
Add to Memories
Share this!
Tak, woda to zuo, zepsuła się. Tak mi powiedział miły pan który byl zadziwiony, że się pojawiłam na basenie. A że alchemiczny Edzio to zuo, nie zauważyłam napisu na szybie basenu, tylko wlazłam i grzecznie przebrałam butki.

W ramach pośpiechu ubrałam buty z gatunku obcasowych, więc postanowiłam zaczekać na autobus. A ponieważ Edzio to zuo, a kierowca autobusu 15 to świnia, autobus zwiał i musiałam zaczekać na 17, która jechała parę minut później. Słoneczko świeciło uroczo, pogoda zapowiada się koszmarna (choć i tak mam nadzieję, że będzie lepiej niż wczoraj), jechało mi sie cudownie, ale ponieważ Edzio to zuo, przegapiłam swój przystanek i pojechałam aż pod Hallera.

W dodatku przez Edzia poszłam wczoraj spać pół godziny później, bo musiałam przynajmniej chłopaka przejrzeć.

Tak, czytam jedenasty tom Fullmetal Alchemista, wczoraj zakupiony. Tak wciąga, że to zuo...
Add to Memories
Share this!
Brat twierdzi, że prowadzenie bloga to ekshibicjonizm i jestem "siostrą niegodną". Niech się wypcha, może i to jest Big Brother dla ubogich, ale jest to równocześnie dla mnie najlepszy sposób, by moi znajomi byli na bieżąco, bo potem się gubię, co komu powiedziałam, a co nie. Kto chce to wleie i przeczyta, a kto nie, to się spotka i wyjdzie na to samo.

Widujemy się tak rzadko, że kazde ponowne spotkanie przez pierwszych parę minut przebiega według schematu "a jak tam z tym problemem"-"a, to już nieaktualne, teraz jest tak"-no nie mów! a z tym?"-"to też nieaktualne, ale powiedz, jak tam u ciebie z tym?"-"a, to już niewaktualne"... dziękuję, postoję.

Dzięki blogowi Olgi czuję, jakby nie było tych kilometrów między nami i tego czasu, który gdzieś sie zapodział w plaskatych zegarkach. Poza tym faktycznie napisanie czegoś w przestrzeń pomaga uporządkować myśli. Podszlifować warsztat pisarski, bo sęk w tym, żeby pisać interesujaco, a nie tak, jak większość blogów - dla siebie, a reszta niech się dostosuje.

Mówię do Was, moi mili. Nawet kiedy narzekam i marudzę staram się przyjąć jakąś formę, nadać kształt, tak, aby zdania nie były tylko dąsaniem się w kąciku. To tak proste, zdawało by się, ale jeśli chce się przede wszystkim czytelnie, jasno, w miejscach smutnych żewnie, w wesołych dowipnie, to trzeba nieustannej pracy. A jak inaczej to osiągnąć, jak nie poprzez pisanie, pisanie, pisanie i pisanie, nieustanne pisanie połączone z ciągłym oglądaniem wstecz, tak, by skorygować i wygładzić? sama intuicja nie wystarczy, niestety. Podobnież mój styl jest fajny, ale talent to tylko 10% sukcesu. Nad talentem trzeba pracować, a nie zakopywać pod płotem, nawet jeśli do niczego się nie przydaje :)
Add to Memories
Share this!
Young teacher, the subject
Of schoolgirl fantasy
She wants him so badly
Knows what she wants to be
Inside her there's longing
This girl's an open page
Book marking - she's so close now
This girl is half his age

Don't stand, don't stand so
Don't stand so close to me


Zabrzmiało. Zagrzmiało. Czarne literki, biała kartka, brązowa szafka i Marzenka nucąca cicutko w miarę umykania tekstu spod oczu. Kasza puchnąca w tapczanie Olgi i Dolly z właściwą sobie ciekawością poznawczą doglądająca jej co chwila.

Parę sekund melodii przemykające obok mnie, w obleśnie żółtym punto.

Śmiałam się z tego, że każdy niby ma swoją piosenkę, że niby ja, która nie słucha muzyki, też bym miała mieć? Bzdura. Romantyczne pierdoły. A tu proszę. Panie Sting, szacun, normalnie szacun.

Z tymi piosenkami to dziwna sprawa. Są jak kamienie milowe mojego szcześcia. Sting jest kwintesencją Psychochatki, Melissa z Alchemika (wespół z lodami Algidy) to ostatnie prawdziwe lato mojego życia (dziękuję, Tańcząca, że byłaś wtedy przy mnie :))*, Łzy przypominają, że teologowie nie byli aż tacy źli (no, paru z nich).

Knurek zapytany o naszą wspólną piosenkę spojrzał spode łba i mruknął: "Doktor Mario. To jedyne, co kojarzysz, łosiu". Wzdech. Nie chcę nic mówić, ale obawiam się, że ma rację. No, chyba, że wziąć pod uwagę to, zę kojarzę muzykę z Final Fantasy VII (no, z XII lepiej, bo mi się bardziej podobała :P). Knurek własnie zajrzał mi przez ramię (świnia, Personal space mówił, miej swój kącik, do którego nie będę zaglądał) i powiedział, że najbardziej kojarzę unfające grzybki z FF VIII. Ma cholera rację, unfające grzybki są the best :)



Idę saobie precz. Ogladamy Akagiego ponownie, jak się rozumie, o co chodzi w tym madziągu, to się robi jeszcze lepsze :D


*właśnie leci w tle. Knurek próbuje pokonać po raz setny grę muzyczną, a to jest boss ostateczny. I tak lepszy niz trzy złote świnki...
Add to Memories
Share this!
Gram. Oj, świetna gra. Porządną recenzję umacham później, teraz się jedynie poślinię.

Pal sześć, że sa prawie-bisze, wszystkie obrazki są sliczne jaktrzeba, w dobrym, animowym stylu (Phoenix jie jest raczej "mangowaty" :P). Podoba mi się to, że obrazki są statyczne, tylko zmieniają emocje, jak w starym, dobrym RPG. Angielski jest w miarę prosty, dla osoby, która oglądała Chirurgów czy E.R. tudzież inny lekarski serial nie powinno być problemu ze słowami typu skalpel, zaszyć czy szczypczyki.

Bo, moi drodzy, to jest gra, gdzie się robi operacje. tniesz, oczyszczasz, wyciagasz gluty, wypalasz laserem i takie tam. Jeśli zamiast igły klepniesz na skalpel, to zamiast zaszyc, pochlastasz pacjenta. Przypadki są raczej udziwnione (rak przypominający glutoplazmę plaźmiącą się czy wirus w kształcie rybki, whatever - podobno ma to uzasadnienie, ale mam coraz większą ochotę skipować dialogi). Kiepskawa fabularnie ale ekscytująca w grze. Szyszki luuubią! (szczególnie, że sprowadza się to do szybkiego klepania rysikiem po ekraniku). Mirandy pograją sobie, jak przjdą, myślę, że znam jedną fankę seriali, która przynajmniej rzuci okiem (co innego kojarzyć słowa a co innego, jak pielęgniarka wrzeszczy, że masz użyć tego czy tego ><) :P

Z frontu księgarskiego - nie wiem, o której dzisiaj wrócę, bo będzie duża dostawa przed weekendem. Zapowiedziana jest na 16, więc pewnie przyjedzie o 17, jak nie później. Dupa blada i ciciki. Nic, jeszcze tylko jutro i słodka laba. Na szczęscie szefowa jest w siódmym niebie, bo kasa zaczyna spływać, więc mamy wspaniałą atmosferę w pracy. Lucynka idzie dzisiaj do roboty na 15:00, szczęściara, ale w sumie ma tyle nadgodzin... ja byłam wredna i się nadgodziniłam w poniedziałek :)

Mam nowe gacie. Farbują. Knurek: "matko, czemu masz taką siną skórę? dobrze się czujesz?". Hje.

Posznupię dziś na modelach japońskich, moze coś fajnego znajdę w engriszu :) Humor - great. Nie ma to jak fajna gra, hihi.
Add to Memories
Share this!
talerz leży, więc powinien być tależem i tyle :P To jest jeden z trzech wyrazów, z którymi moja śmieszna dysleksyjna dusza nie moze sobie poradzić.

Mój ulubiony klient do księgarni przyszedł. Z czekoladą po oddaniu krwi. Jest przecudowny, normalnie śliczny chłopak, w wieku odpowiednim, z bicepsikami w normie (tak ekscytująco się rysują), bojówki i miękkie koszulki bez rękawków, bajera. Wyciągnął cukierka z kieszeni i poczęstował, po raz pierwszy smakując czekoladę przyszło mi do głowy, że poniekąd przyswajam ciepło cudzego ciała. Cukerek był okropny (nie cierpię galaretki w cukierkach), ale myśl rozromantyczniła mnie na cały wieczór.

Modele samolotów przyszły. Takie tanie japońskie, z uroczymi napisami w stylu "If should broken never give up" albo "Fun to flight with rubber powered". Normalnie przypomina mi się stylistyka polskiego wydania Suppli.

Dzięki temu nie oszalałam jeszcze. Podręczniki nie są az takie męczące, co stada bibliotekarek, które az 15 złotych oczekują jakiegoś "bógwico". Istnieje określona ilość konfiguracji uzyskania czterech książek z sześciu - bibliotekarka mogłaby spokojnie robić za maszynę do losowań, praktycznie każdą wypróbuje przynajmniej raz. Nienawidze ich. Sęk w tym, że dalej nie wiem, co miałabym robić zamiast księgarni...
Add to Memories
Share this!
Walcze ostro, żeby zrobić coś porządnego. Efekt - pół połowy wstępu do artykułu. Choć bardziej podejrzewam, że i tak napiszę wszystko od nowa. Bo jakże tu pisać, kiedy Knurki chodzą chore i z gorączką, a cholerne złote świnki nie chcą dać się znaleźć, a przed ostatnią cholerną lokacją okazuje się, że zabrakło itemka, którym można sobie mostek zbudować.

Choć Knurek bardziej absorbujący.

Sobota upłynęła całkiem milutko, szkoda tylko, że nie potrafię spać porządnie, jak człowiek, tylko się zrywam jak wariatka o 7:00, prosto ze snu o upierdliwych klientach. Trzeba jeszcze się zorientować, czemu był tam też Marcinek...

Za to pogadałam sobie rano z Wilkiem a' propos naszej paranoicznej znajomej. Well, jego znajomej, ja z miejsca byłam na liście wrogów, więc moją znajomą nie jest. Chyba, że chodzi o to, że ją znam, to jest. I o innych pierdołach też pogadaliśmy, nadrabiam zaległości. Czytam po raz n-ty maila od Marzenki i mi błogo.

Zaraz zabiorę się za robienie maski - glina puchnie w lodówce, papierowy odlew (odklej?) mojej mordki powinien być już suchy. Pora zaatakować.

Zaczynam żałować, że nie byłam w stanie się zwlec do Gregora i obejrzeć tych talerzy, moja Wrocławska. Odbiję sobie to następnym razem, co? Możemy po prostu siedzieć jak te czarownice przy stole i portobłękitnie się ukulturalniać. Może namalujemy razem tależ, co Ty na to? Tęsknię, cholera, jak tęsknię.

I niech mi ktoś powie, jak się robi tu linki do innych stron, szlag by ich trafił i ciciki.
Add to Memories
Share this!
Tak, to jest fakt udowodniony. Niektóre dyrektorki też nie mają mózgu.

Bo jak inaczej można nazwać to, że zamawia sie dla uczniów na nagrody w gimnazjum książkę "Taniec Nataszy", traktującej o bohemie artystycznej carskiej Rosji, przy równoczesnym odrzuceniu czytadeł w stylu "Marta.doc" czy "Pan Samochodzik", które to wpasowują się jakoś bardziej w młodego czytelnika? Niech by "Kod Leonarda" zamówiła, wrrr... A, zamówiła, dla nauczycieli, bo podobno to "książka o chrześcijaństwie", więc "pełna wartości". Czy muszę dodawać, że żadnej z tych książek kobieta nie czytała?

Nie, nagrodówka to koszmar. Na palcach jednej dłoni mogę policzyć bibliotekarki, które przy wydawaniu tysiąca złotych zachowują się miło i racjonalnie. Ja rozumiem, że jak się ma na co dzień co najwyzej dwie stówy do wydania w księgarni, to może odbić palma, ale na grube ciciki! ileż można!

Z wiadomości przyjemniejszych - jestem czyimś nemesis. Ktośmi zazdrości znajomości, uważa, że mam wszędzie chody i ogólnie pluje jadem na mój temat - zabawne, ja o istnieniu tej dziewczyny zapomniałam już rok temu. Szkoda, że prześladuje mojego Wilczastego, ale co tam - dla mnie to zeszłoroczny śnieg :D
Add to Memories
Share this!
Proszę wymiotować w pozycji skierowanej dół!

Ech, serek biały ze szczypioreczkiem dobry jest. Coż, nie jest niestety uniwersalnym lekarstwem na kaca, pomagając nizej podpisanej zniszczył podpisaną obok, moją Przemajchrzną. Ciekawa jestem, czy Beata nie przespała Krakowa :)

Uwielbiam Was, moje drogie. Z kim innym mogłabym konwersować po angielsku o zawiłościach buddyjskich filozofii? Nadal mam odruch, by o tych sprawach myśleć w języku herbatopijców.

Wyciagam dłoń pod słońce i patrzę na nią z nowej perspektywy. Otwieram szafę i odnajduję starą, dobrą Narnię. Wbijam literki i klawisze odpowiadają klawiaturową odmianą Morse'a - mała, jest normalnie zajebistyczniaście. Kreatywność wylewa sie ze mnie uszami, siła i wewnętrzny spokój posapują z zadowolenia. To wszystko przez Was, Waszą namacalną akceptację w stylu "dawaj ten twój bagaż, niesiemy razem, nic, że twoje kiecki są paskudne, i tak będziesz mi sie w nich podobać". Jak można tak człowieka podbudować, bez klepania po plecach i słów pocieszenia? Jakbym teraz nie szła, widzę Was obok siebie, moje najmądrzejsze.

A tak ogólnie, to pewnie coś mądrzejszego napiszę za parę dni - teraz jest tak dużo i tak wspaniale, że mam dylemat osiołka. Ba, stada osiołków.

Powiedzcie mi, dlaczego nie robiłyśmy tego częściej? Nie no, trzeba to zmienić. Lipiec w Opolu? Krakowie? Na Madagaskarze? Pójdę za Wami wszędzie :) Ha, wreszcie mam pretekst, żeby pojechać do Włoch :D Nie no, idę precz, bo siedzę i się głupio uśmiecham, nawet do gołębi.
profile
szyszka_dono
Name: szyszka_dono
calendar
Back June 2008
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930
page summary
tags